- Wydaje mi się, że do Grecji- odpowiadam po dłuższym namyśle - do świątyni wyroczni Delfickiej- kiwają głowami.
-możemy się tam dostać cieniem-proponuje Nico. Patrze na niego ze spokojem, to nie jest taki zły pomysł. Kiwam wolno głową.
Nagle czuje się słabo, upadam na kolana i zatykam uszy, słyszę głos w mojej głowie:
-obiecałeś, że nigdy się nie rozstaniemy, obiecałeś- do oczu napływają mi łzy i wtedy już na dobre mdleje. Otacza mnie ciemność, przez głowę przelatują różne wspomnienia, związane z Ann. Pocałunek, jej śmiech, szare oczy, czasem łapie się na tym, że nie mogę sobie przypomnieć ich odcienia. Czy ona naprawdę odchodzi w niepamięć? Nie, nie mogę do tego dopuścić, jest dla mnie zbyt ważna. Budzę się z głową na kolanach Thali, patrzy się na mnie z troską w błękitnych oczach. Powoli wstaję.
-ile czasu byłem nie przytomny?-Pytam. Dziewczyna powoli pomaga mi wstać. Podaje mi mój plecak.
-jakieś 10minut. Co się stało Percy?- też chciał bym wiedzieć, myślę. Ciągle kręci mi się w głowie, czuje że wszyscy się na mnie patrzą, mam ochotce się rozpłakać, ale nie mogę okazać słabości, muszę być silny.
-no to Nico prowadź-mówię w końcu, przerywając krępującą cisze. Chłopak podaje mi rękę
-Chwyć się mocno-mówi. Wykonuje jego polecenie. Thalia idzie do mnie i chwyta moje ramie. Kiedy dotyka mnie po moim ciele przebiega miły dreszcz. Uśmiecha się do mnie słabo. Znowu ogarnia mnie ciemność, ale tym razem wiem dlaczego. Słysze dziwaczne dźwięki, wokół mnie, czuje tak jakby skóra złaziła mi z twarzy, przez dużą prędkość. To zdaje się trwać w nieskończoność. Kiedy wreszcie zatrzymujemy się Nico upada a z jego nosa zaczyna lecieć krew. Wyjmuje z plecaka kawałek ambrozji i podaje go chłopakowi
-nic ci nie jest ?-pytam. Syn Hadesa kręci przecząco głową, ale przyjmuje ode mnie z wdzięcznością kawałek boskiego pokarmu
-nic mi nie będzie, to tylko zmęczenie- rozglądamy się. Tutaj czas jakby się zatrzymał, ludzie normalnie chodzą po ulicach, robią zdjęcia starym budowlom. Jak to możliwe, że nikt nic nie zauważył? Czy to możliwe, że bomba nie miała aż takiego dużego zasięgu ? Czy możliwe, że na świecie są jeszcze jacyś herosi? Zaczyna mnie boleć głowa od tych wszystkich przemyśleń, spoglądam na Thalie, ona też wydaje się nic nie rozumieć
-Nico ty wiedziałeś?-pyta
-Ja... ja zapomniałem wam o tym powiedzieć, że...
-Jak to do cholery jasnej zapomniałeś nam powiedzieć?!-nie pozwalam mu dokończyć. Z mojego gardła wydobywa się pełny rozpaczy krzyk- reszta świata wygląda tak jakby w Ameryce nic się nie stało??? jak to w ogóle możliwe ?!- Chłopak cofa się o krok jakby bał się mojego wybuchu. Thalia kładzie mi dłoń na ramieniu, żeby mnie uspokoić, ale ja odtrącam jej dłoń
-N-no bo na czas wojny Bogowie otoczyli Amerykę, taką jakby bańką... żeby nasza wojna nie spowodowała większych szkód... w innych krajach nic nie zauważyli Bogowie usunęli pamięć ludziom... Ameryka nie istnieje
-czy jest coś jeszcze o czym przypadkiem zapomniałeś nam powiedzieć???-Wdech, wydech wdech wydech, muszę zachować spokój
***
Idę po ulicach Aten, rozglądam się po starych budowlach. Ann była by zachwycona, uwielbiała starą architekturę. Spuszczam głowę i wciskam mocniej ręce w kieszeni spodni. Nie Percy nie możesz o tym myśleć. Musisz się skupić, misja jest najważniejsza. Musisz uratować Annabeth... a potem... jakoś się wszystko ułoży... ale czy będzie mogło być wszystko tak jak dawniej?
________________
Hejj kochani po roku nieobecności!!!
postanowiłam kontynuować historię Percabeth bez Annabeth.
Niestety Maria chyba nie będzie jej kontynuować razem ze mną
Mam nadzieje że rozdział wam się spodoba, z góry przepraszam za wszystkie błędy
kocham was
Lena