poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 7

-No dobra to gdzie idziemy czym się tam dostaniemy- pyta się Thalia. Czuje na sobie wzrok jej i Nica. Otwieram usta, ale po chwili je zamykam. Właściwie to sam nie wiem. Wytężam swoje szare komórki
- Wydaje mi się, że do Grecji- odpowiadam po dłuższym namyśle - do świątyni wyroczni Delfickiej- kiwają głowami.
-możemy się tam dostać cieniem-proponuje Nico. Patrze na niego ze spokojem, to nie jest taki zły pomysł. Kiwam wolno głową.
Nagle czuje się słabo, upadam na kolana i zatykam uszy, słyszę głos w mojej głowie:
-obiecałeś, że nigdy się nie rozstaniemy, obiecałeś- do oczu napływają mi łzy i wtedy już na dobre mdleje. Otacza mnie ciemność, przez głowę przelatują różne wspomnienia, związane z Ann. Pocałunek, jej śmiech, szare oczy, czasem łapie się na tym, że nie mogę sobie przypomnieć ich odcienia. Czy ona naprawdę odchodzi w niepamięć? Nie, nie mogę do tego dopuścić, jest dla mnie zbyt ważna. Budzę się z głową na kolanach Thali, patrzy się na mnie z troską w błękitnych oczach. Powoli wstaję.
-ile czasu byłem nie przytomny?-Pytam. Dziewczyna powoli pomaga mi wstać. Podaje mi mój plecak.
-jakieś 10minut. Co się stało Percy?- też chciał bym wiedzieć, myślę. Ciągle kręci mi się w głowie, czuje że wszyscy się na mnie patrzą, mam ochotce się rozpłakać, ale nie mogę okazać słabości, muszę być silny.
-no to Nico prowadź-mówię w końcu, przerywając krępującą cisze. Chłopak podaje mi rękę
-Chwyć się mocno-mówi. Wykonuje jego polecenie. Thalia idzie do mnie i chwyta moje ramie. Kiedy dotyka mnie po moim ciele przebiega miły dreszcz. Uśmiecha się do mnie słabo. Znowu ogarnia mnie ciemność, ale tym razem wiem dlaczego. Słysze dziwaczne dźwięki, wokół mnie, czuje tak jakby skóra złaziła mi z twarzy, przez dużą prędkość. To zdaje się trwać w nieskończoność. Kiedy wreszcie zatrzymujemy się Nico upada a z jego nosa zaczyna lecieć krew. Wyjmuje z plecaka kawałek ambrozji i podaje go chłopakowi
-nic ci nie jest ?-pytam. Syn Hadesa kręci przecząco głową, ale przyjmuje ode mnie z wdzięcznością kawałek boskiego pokarmu
-nic mi nie będzie, to tylko zmęczenie- rozglądamy się. Tutaj czas jakby się zatrzymał, ludzie normalnie chodzą po ulicach, robią zdjęcia starym budowlom. Jak to możliwe, że nikt nic nie zauważył? Czy to możliwe, że bomba nie miała aż takiego dużego zasięgu ? Czy możliwe, że na świecie są jeszcze jacyś herosi? Zaczyna mnie boleć głowa od tych wszystkich przemyśleń, spoglądam na Thalie, ona też wydaje się nic nie rozumieć
-Nico ty wiedziałeś?-pyta
-Ja... ja zapomniałem wam o tym powiedzieć, że...
-Jak to do cholery jasnej zapomniałeś nam powiedzieć?!-nie pozwalam mu dokończyć. Z mojego gardła wydobywa się pełny rozpaczy krzyk- reszta świata wygląda tak jakby w Ameryce nic się nie stało??? jak to w ogóle możliwe ?!- Chłopak cofa się o krok jakby bał się mojego wybuchu. Thalia kładzie mi dłoń na ramieniu, żeby mnie uspokoić, ale ja odtrącam jej dłoń
-N-no bo na czas wojny Bogowie otoczyli Amerykę, taką jakby bańką... żeby nasza wojna nie spowodowała większych szkód... w innych krajach nic nie zauważyli Bogowie usunęli pamięć ludziom... Ameryka nie istnieje
-czy jest coś jeszcze o czym przypadkiem zapomniałeś nam powiedzieć???-Wdech, wydech wdech wydech, muszę zachować spokój

***
Idę po ulicach Aten, rozglądam się po starych budowlach. Ann była by zachwycona, uwielbiała starą architekturę. Spuszczam głowę i wciskam mocniej ręce w kieszeni spodni. Nie Percy nie możesz o tym myśleć. Musisz się skupić, misja jest najważniejsza. Musisz uratować Annabeth... a potem... jakoś się wszystko ułoży... ale czy będzie mogło być wszystko tak jak dawniej? 

________________
Hejj kochani po roku nieobecności!!!
postanowiłam kontynuować historię Percabeth bez Annabeth. 
Niestety Maria chyba nie będzie jej kontynuować razem ze mną
Mam nadzieje że rozdział wam się spodoba, z góry przepraszam za wszystkie błędy 
kocham was
Lena





czwartek, 12 czerwca 2014

NOTKA INFORMACYJNA - ZAWIESZENIE BLOGA

*wycofuje się na bezpieczną odległość* Nie bijcie, proszę... Po prostu nie sądzę, abyśmy mogły dłużej to ciągnąć - bez weny i żadnej chęci pisania tego opowiadania. Zresztą mało kiedy mamy na to czas. Zresztą sformułuję to inaczej: czas jest, ale wykorzystujemy go na coś innego. Każda z nas ma od niedawna taki swój... konik? To chyba dobre określenie. Lena uzależniła się od blogów RPG, a ja od gier komputerowych.
Kończę tego posta z dwoma prośbami do was: po pierwsze, abyście nas zrozumieli, a po drugie abyście nam wybaczyli.
No to cześć.
Do zobaczenia.
Na razie.

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 6

Wszystko jest szare, bezbarwne i kompletnie pozbawione wyrazu. Pojęcia takie jak materia czy też rzeczywistość nie istnieją. Kształty nie mają brzegów, kolory wyrazu. Wszystko jest identyczne. Jedynie moja postać niesie z sobą dynamikę koloru, tak bardzo wyróżniająca się w tej szarości. A kiedy postępuję krok w przód, miejsce, którego dotknęły moje stopy rozkwita kolorem.
- Annabeth! - próbuję biec w jej stronę, lecz w tym tłumie czarno-białych postaci jej szara sylwetka szybko znika mi z oczu. Odpycham na boki wszystkich dookoła, idę jedynie do niej. Kiedy wreszcie ją widzę, żal mnie za serce chwyta. Jest taka przygnębiona, smutna... Cicho podchodzę i gładzę ją po policzku, a na jej twarzy pojawia się rumieniec. Podnosi wzrok i mruży oczy, jakby próbowała dostrzec coś ulotnego. Całe jej ciało jest już prawie normalne, jednakże jest mi jakoś słabo. Spogląda na mnie i szepcze:
- Percy, co ty najlepszego zrobiłeś? - patrzę na moją rękę i z przestrachem zauważam, że jestem już prawie całkowicie identyczny jak wszystkie te szare postacie, podczas gdy Annabeth wygląda już prawie normalnie. Tylko na moim sercu jest jeszcze trochę koloru.
Kiedy patrzę w oczy Ann, widzę ból, który pewnie teraz czuje. Odpycha mnie od siebie szybkim, zdecydowanym ruchem, a ja spadam w jakąś otchłań, bezdenną czeluść, a w mojej głowie są tylko jej ostatnie słowa. "Nie możesz."

Podrywam się w górę i siadam na łóżku. Serce wali mi tak mocno, że jest to jedyny dźwięk, który rejestruje mój umysł. To tylko sen, to tylko sen, powtarzam sobie, może aby się uspokoić. To tylko sen.
Rozglądam się nieprzytomnie, przez chwilę myślę, że Annabeth za chwilę wejdzie i mnie pocałuje. I powie do mnie "Glonomóżdżku". Po chwili otrząsam się. To wszystko jest moją wyobraźnią. Mam nagły napad nostalgii. Za każdym razem czuję się, jakby w mojej głowie brzmiał jakiś głośny pisk. Upadam na ziemię i łapię się za głowę. Natłok wspomnień. Słyszę pukanie do drzwi chyba dopiero po znaczącym czasie od jego początku.
- Chwila - Wołam. Naciągam spodnie na siebie i zakładam obozową koszulkę. Drzwi się otwierają i widzę w nich Thalię. Jej długie czarne włosy związane są w warkocza. Ma na sobie dżinsowe spodnie i zielony T-shirt Pod jej oczami widnieją ciemne kręgi. Czyli koszmary nawiedzają także ją. Szczerze mówiąc nie dziwi mnie to.
- Mamusia cie nie uczyła, że nieładnie gapić się na innych?!- warczy. Czyli humorek też nie dopisuje.- Przyszłam cię obudzić, ale widzę że zrobiłeś to sam. Z łaski swojej idź teraz obudzić Nico. - z tym miłym akcentem kończy dyskusję wychodząc z pomieszczenia.
Wychodzę z mojego "pokoju". Staję przed drzwiami i pukam. Odpowiada mi cisza, więc wchodzę. Jest ciemno, więc trochę trwa dopóki nie przyzwyczajam się do tego światła. Zapalam lampę. Nikogo nie ma.
- Czego chcesz? - słyszę za sobą. Odwracam się i widzę... właściwie nic. Lampa gaśnie prawie w tej samej chwili, w której ją zapalam. Syn Hadesa chyba lubi ciemność. Ookej, to zabrzmiało trochę głupio.
-Nico, odpuść sobie. - mówię niezbyt głośno, bo sam przecież przed byłem zaspany. - Obudź się.
- Przecież nie śpię. Przez ciebie. Która jest niby godzina?! - wcale nie brzmi to oskarżycielsko, ale nie mogę powstrzymać uśmiechu.
- Wpół do komina. Wstawaj, czas iść na wyprawę- mówię starając się nie zabrzmieć natrętnie.
- Spadaj - mruczy chłopak w poduszkę. No dobra, wydaje mi się, że jestem jedyną osobą na świecie (nie przesadzam!), która dzisiaj nie ma złego humoru.
- Sam tego chciałeś - Już po chwili chłopak jest cały mokry.
- *Χολέρα, Πέρσι... - mruczy po grecku. Nie chcę mu już przeszkadzać, więc wychodzę z jego sypialni. Wchodzę do kuchni gdzie stoi Thalia. Akurat robi sobie kawę.
- Chcesz?- pyta. Kiwam głową. Przyda mi się coś pobudzającego.
_________________
*Cholera, Percy
Bardzo przepraszamy, że nie było tyle rozdziałów. Mamy nadzieje, że nam wybaczycie.
Miłego czytania
Maria i Lena 

środa, 19 lutego 2014

Przepraszamy!!!

Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo przepraszamy za to, że nie ma rozdziałów, ale mamy teraz nawał sprawdzianów a za dwa miesiące ważny test. Postaramy się aby rozdział wyszedł w te ferie, ale nic nie obiecujemy.
Lena i Maria

wtorek, 28 stycznia 2014

Liebster Award!

Mamy dla Was wręcz niesamowitą wiadomość: nasz blog został nominowany do nagrody Liebster Award! Więcej informacji znajdziecie w zakładkach :)

Urodziny

Po pierwsze dzisiaj sama bardzo  bardzo bardzo bardzo bardzo przepraszam, że nie ma rozdziału     ,ale Maria miała konkurs i nie mogłam jej zmobilizować po drugie 13 lat temu urodziła się pewna malutka dziewczynka. Dla nie skapniętych to JA !!!!!! Tak Mam dziś urodziny i bardzo się z tego powodu cieszę.
Po trzecie miał wyjść urodzinowy bonus niestety nie wyrobiłam się i jest mi z tego powodu przykro >_<
Lena
P.S bardzo przepraszam za błędy ale mam dysleksje a poza tym piszę na telefonie

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 5.

- Nico, ja nie wiem, co ty przeżywasz, ani co ci się stało, ale czy możesz wreszcie przestać mówić zagadkami? - Jedno z moich największych pragnień. Przynajmniej na okres teraźniejszy. Nico zamyśla się i nostalgicznie spogląda na wodę. Siedzimy - znaczy ja i on - na gruzach jednego z największych wieżowców. Zawsze, kiedy patrzę wokół, czuję ciemną gorycz, która narasta z każdym dniem.
Ameryka - kiedyś jedno z najważniejszych państw na świecie, ośrodek "zachodniej cywilizacji". Teraz - dymiące jeszcze pogorzelisko. Nic już nie będzie takie samo. Nigdy. Świat się zmienił, zresztą ja też.
Nie jestem tym dwunastolatkiem, który odnalazł skradziony piorun Zeusa.
Nie jestem tym dzieciakiem, który obronił swoją mamę przed śmiercią i odnalazł drogę przez Labirynt.
Nie jestem już tym samym szesnastolatkiem, który uratował Olimp i pokonał Kronosa.
Tamten Percy Jackson, półbóg, syn Posejdona już nie istnieje. Jestem tylko ja - pokrzywdzony przez los, wkraczający w życie młody człowiek pozbawiony przyjaciół i rodziny. Dzieciak, który chciał być herosem.

***

W mętnej toni wodnej nie  widać prawie nic. To właśnie najbardziej lubię: samotność. Może się wydawać, że we współczesnym świecie trudno jej unikać, ale mi nie chodzi o przebywanie w odosobnieniu od innych ludzi. Chodzi mi o inny wymiar samotności, którego mogą pragnąć jedynie ci, których dręczy samotność. Nie wymagam, aby ktokolwiek to rozumiał. I lepiej. Nie pragnę żadnego zrozumienia.
Powoli wypływam na powierzchnię. Do brzegu jest z pięćdziesiąt metrów, ale mi to nie wadzi. Przecież nie mam, po co się spieszyć. Kiedy dopływam do brzegu, słońce chyli się już ku zachodowi.
Powoli wychodzę z wody, wycieram się ręcznikiem i idę do mojego wagonu. W środku siedzi tylko Nico patrzy w dał siadam obok niego
- Gdzie Thalia?- Pytam spokojnie
- Wyszła się przewietrzyć- wzrusza ramionami. Między nami panuje nie zręczna cisza
- Nico to, kto wie jak uratować Ann?-Chłopak skruszoną minę.
- Eee...Wyrocznia delficka??- Patrzę na niego jak na UFO. Biorę głęboki oddech. Nico ostrożnie się odsuwa z obawy, że zaraz wybuchnę. Ma rację. Bardzo mam ochotę wybuchnąć.
- Tyle to ja też wiem.- Wstaję i wychodzę. Na zewnątrz widzę Thalia ćwiczy walkę z drzewem. Podchodzę do niej od tyłu i już po chwili leżę na ziemi.
- Ach Percy, to ty!- Podaje mi rękę żebym mógł wstać. Rozmasowuje bolące miejsce
-a kogo się spodziewałaś-uśmiecha się- Thalia jest jedna sprawa. Chodź na chwilę- dziewczyna odkłada  powoli miecz i idzie za mną. Opowiadam jej o tym, co mi powiedział Nico. Thalia spogląda przed siebie ze spokojem.  - Ruszamy na misję - uśmiecham się, choć dawno już tego nie robiłem.

______________
Ten rozdział dedykujmy wszystkim komentującym a szczególnie naszej Igusi, która komentuje każdy rozdział.:*
Miłego czytania
P.S Odpowiedź na wszystkie pytania co do tego, czy Percy będzie z Ann, czy z Thalia znajduje się w adresie internetowym naszego bloga:)
Lena i Maria