Kiedy słyszę kroki, natychmiastowo podrywam się do góry. Musiałem chyba przysnąć. Przychodzi Thalia i kuca obok mnie.
-Percy co ci jest? Siedzisz tu już od pół godziny. - W jej głosie słyszę troskę. Patrzę się w jej niewyobrażalnie niebieskie tęczówki i wiem, że nie mógłbym jej teraz okłamać.
-Annabeth, ona...-zacinam się, nie umiem wypowiedzieć tego na głos.
- Co z nią? - pyta się córka Zeusa. Niczego nie rozumie.
- Nie uwierzysz mi. - mówię, choć to nie jest odpowiedź na jej pytanie.
- Nawet jeśli ci nie uwierzę, to chcę wiedzieć. - Taka właśnie jest Thalia. nie wiem, jak sformułować tę wiadomość, ale jej powiem. W końcu od czego ma się przyjaciół... A mi zostało tak niewielu...
- Chodzi o to... Możliwe że... że ją można... uratować - od wypowiedzenia tego na głos przechodzą mnie dreszcze.
- Co takiego?! - Wstaje i na chwilę wychodzi, po czym wraca i siada przy stole, zakrywając twarz rękoma
Podchodzę do niej i odkrywam jej oczy, są zaczerwienione.
-Thalia nie płacz-potrząsam nią ona patrzy na mnie smutno. Jej oczy wyrażają za razem szczęście jak i smutek. Po chwili nie spodziewanie się do mnie przytula, na początku stoję sztywno, to dziwne uczucie osiemnastoletnia dziewczyna się do mnie przytula, później przypomina mi się Annabeth która też kiedyś tak właśnie się do mnie przytuliła, ale mimo tego i tak zaczynam gładzić Thalię po głowie
- Spokojnie wszystko będzie dobrze, ale swoją drogą powinnaś podziękować Nico-nie widzę jej twarzy ale wiem że się uśmiechnęła. w tym momencie wchodzi Nico. Popatrzył się na mnie dziwnie. Ja jak oparzony odskakuję od Thalii, a ona rumieni się.
- Eeee... ten no... to, Nico czyli jak można przywrócić Ann ?- pytam się szybko, chcąc skierować rozmowę na inny temat.
- Właściwie to... - zaczyna Nico, powoli się wycofując. Czego on się obawia? Co chce nam powiedzieć? - to ja nie wiem...
Spokojnie. Bez agresji. Nie zrobię mu krzywdy.
Już po chwili się w miarę ogarniam, na tyle, aby zadać pytanie "Jak to nie wiesz?"
- Nie wiem, - mówi syn Hadesa - ale wiem, kto wie.-kiwam spokojnie głową przyjmując do wiadomości nawet to, że możliwe jest nawet to, że ten ktoś nie żyje. Już dosyć zła doświadczyłem w tym świecie.
Siedzę na kamieniu, na którym spędziłem juz przecież tyle godzin. Jak zawsze, opowiadam o tym, co się zdarzyło, co czuję. Słowa wypowiedziane w przestrzeń, jakaś głupota. Nic nie zmieni. Ale nie dla mnie. Dla mnie to coś więcej niż jedynie chwila zadumy, czas by posiedzieć w miejscu, które ustaliliśmy na upamiętniające moją dziewczynę. Ona nie zginęła na próżno. Chciała zmienić świat na lepsze. Chciała powstrzymać tę wojnę. To, że umarła, nie znaczy, że mam o niej zapomnieć. Przecież wiedziałaby, że tego nie zrobię. Nigdy bym tego nie zrobił. Nie zapomnę jej.
Annabeth była kimś więcej... Nie tylko heroską, córką Ateny, moją dziewczyną.
Nie była zwykłym człowiekiem.
Była bohaterką.
I jej pamięć będzie trwać wiecznie.
______________________________________
Notka nieco dłuższa, niż poprzednia. Niewiele, ale zawsze coś. Prynajmniej (w przeciwieństwie do poprzedniego) można to nazwać rozdziałem ;).
Aha, zmieniła się playlista. Zamiast piosenki "Radioactive", pojawiła się ścieżka dźwiękowa z pewnego filmu. Chyba bardziej pasuje do nastroju bloga, bo jest taka smutna i wyniosła (oprócz końcówki xD). Napiszcie w komentarzu, co sądzicie.
Lena i Maria