Znowu spoglądam na Nico i z trudem ciągnę go do naszego "domu" - wykolejonego wagonu pociągu, który miał wypadek w momencie jednej z eksplozji. Ma trzy przedziały, czyli, że jest dla nas idealny: w jednym jest stolik, dwa krzesła oraz dwie koje, w drugim wiele wygodnych foteli i parę stolików, zapewne to przedział restauracyjny*, którego my używamy jak salonu. Trzeci przedział jest podobny do pierwszego, tyle że jest w nim toaleta. Ja mieszkam w pierwszym, a Thalia w trzecim. Myję się w morzu, dla mnie to żadna różnica. Przynajmniej nie muszę się bać, że utonę. Ale co mi z tego że jestem synem Posejdona, skoro to już nic nie znaczy? Wszystko przepadło...
Wyrywam się ze wspomnień i wracam do rzeczywistości. Układam chłopaka jako tako na jednym z łóżek w moim przedziale. Ciągle jest nieprzytomny, ale wygląda raczej zdrowo, bo w jego przypadku trochę ciężko mi to określić: bardzo blada cera, ciemne oczy, włosy, ubranie - typowy syn Hadesa.
Zostawiam na stoliku szklankę nektaru i jakiś batonik, w zasięgu jego ręki i wychodzę na dwór. Wieje chłodny, jesienny wiatr i jest mi nieco zimno, ale nie zwracam na to uwagi. Zauważyłem, że od pewnego czasu nie zwracam uwagi na wiele rzeczy, które powinny być dla mnie znaczące, ale tym razem dokładnie wszystko rejestruję.
Właściwie nie wiem, dokąd idę, nogi same mnie niosą. Mijam zwalone budynki, kratery po bombach, aż w końcu dochodzę do miejsca, w którym gruzy tworzą hałdę, całkowicie zasłaniając drogę. Powoli wspinam się na ruinę, przecież mi się nie spieszy. Kiedy dochodzę na szczyt, jestem kompletnie oziębiony. Staję i patrzę na chylące się już ku zachodowi słońce. Widzę każdy ruch fal morskich i postanawiam pójść popływać, gdy nagle widzę, że ktoś mnie obserwuje. Właściwie nie widzę, tylko czuję. Słyszę łagodny szum i nie muszę się odwracać, aby wiedzieć, kto to.
- I co? - pytam się, nie spuszczając wzroku.
- Musisz mi wyjaśnić... pewną rzecz, Percy. - mówi Thalia ledwo słyszalnie. Odwracam się i spoglądam jej w oczy. Nawet nie pytam, o co jej chodzi tylko bez słowa odwracam się i idę w kierunku naszego miejsca zamieszkania.
Kiedy docieram na miejsce, Thalia stoi już na dachu pociągu. Na ten widok mimowolnie się uśmiecham, co ostatnio jest u mnie niezmiernie rzadkie. Ona dostrzega moje rozbawienie:
- No co? To najszybszy środek transportu! - Powstrzymuję się od parsknięcia śmiechem: dobrze wiem, że już dawno pokonała swój lęk wysokości i latanie jest jej pasją. Jednak zostawiam jej ostatnie słowo i wchodzę do środka, a Thalia po chwili idzie w moje ślady. Wchodzimy do "salonu" i widzę, że wszystkie nasze rzeczy są porozrzucane po pomieszczeniu, jakby ktoś czegoś szukał w pośpiechu.
- Rany, Nico... - szepczę tak cicho, że prawie mnie nie słychać. - Co ty zrobiłeś...
____________________
Jest i obiecywany rozdział :) Możliwe, że w najbliższym czasie nie będzie się nic pojawiać, chyba że od Leny, bo Maria jest finalistką konkursu kuratoryjnego z polskiego :))
Maria i Lena